środa, 27 marca 2024

Niestępowo — Leon Zadurski. […] Wtedy marzył, aby być prawdziwym Polakiem, a dziś jest bohaterem.

Marsz Śmierci w Niestępowie

Marsz Śmierci, to tragiczna historia. To czas i chwile, które na zawsze zapadły w pamięć mieszkańcom Niestepowa, a szczególnie w ten czas naocznym świadkom. Na ten temat napisano już wiele. Na dzień dzisiejszy istnieje ogrom publikacji związanych z niemieckim nazistowskim obozem koncentracyjnym Stutthof i samym Marszem Śmierci. Wszystko po to, abyśmy nie zapomnieli.

Właśnie z tego powodu postanowiłem przywołać pewną historię, która krąży w wirtualnym świecie, a nie jest dość powszechnie mieszkańcom Niestępowa znana.

Decyzję o ewakuacji więźniów obozu koncentracyjnego Stutthof podjęto w 1945 roku. Pisząc dokładniej, rozkaz wydano o świcie 25 stycznia 1945 roku przez komendanta obozu SS-Sturmbannfuhrera Paula Wernera Hoppe. W dwa dni obóz opuściło 9 kolumn liczących łącznie 11 000 więźniów: mężczyzn, kobiet i dzieci wielu narodowości. Wszyscy więźniowie konwojowani byli przez uzbrojonych esesmanów. W ciągu 7 dni dotrzeć mieli do odległego o 140 km Lęborka. Po przeprawie promowej w Mikoszewie kolumny więźniów poruszały się przez miejscowości: Świbno, Cedry Małe, Cedry Wielkie, Pruszcz Gdański, Kolbudy, Łapino, Niestępowo, Żukowo, Przodkowo, Pomieczyno, Luzino i dalej w kierunku Lęborka.



Kolumny podzielone były na damskie i męskie. Codziennie pokonywały około 20 km w wielkim mrozie, zaspach śnieżnych, wycieńczeni i głodni. Niemcy na trasie, zabraniali pomocy ewakuowanym więźniom. Przejawy buntu, wycieńczenia, spowalniania kolumny czy sprzeciwu wśród prowadzonych więźniów, karane były śmiercią przez rozstrzelanie. Pędzenie jeńców było zaplanowane i prowadzone przez Niemców w taki sposób, aby spowodować wśród nich jak najwyższą śmiertelność. Trasa marszu usłana była trupami... To wszystko dość ogólnie znane informacje.


Leon Zadurski — Wtedy marzył, aby być prawdziwym Polakiem, a dziś jest bohaterem.

Z tragicznym Marszem Śmierci, wiąże się również wiele historii, opowieści przepełnionych krwią i ludzkich tragedii. Jedna z nich dotyczy Niestępowa, a pisząc bliżej – bohatera, który do dziś jest w pamięci wielu osób.

Leon Zadurski urodził się 1 maja 1923 roku w Dzierżążnie. Uczęszczał do gimnazjum w Kartuzach. Tam wstąpił do drużyny harcerskiej im. Tadeusza Kościuszki. W czasie gdy wybuchła wojna w 1939 roku wstąpił do podziemnej organizacji „Gryf”, gdzie był bardzo ceniony.

25 sierpnia 1943 roku został zatrzymany. Po młodego w ten czas Leona gestapo przyjechało do rodzinnej karczmy Zadurskich w Dzierzążnie. Wydarzenia miały miejsce jeszcze przed południem. Podczas rozmowy gestapowców z ojcem Leona okazało się, że nie ma go w domu. Ojciec przekazał, że wyjechał z rana do Kartuz.

Ten czas doskonale opisuje Stanisław Zieliński autor tekstu zamieszczonego w Dzienniku Bałtyckim z 1967 roku pt. „I Zaszło mu słońce, choć dzień był tak bliski”. Autorowi tekstu udało się porozmawiać na temat tamtych wydarzeń z żyjącymi jeszcze wtedy rodzicami Leona Zadurskiego.


Młody Zadurski od wspomnianej wizyty gestapowców w domu już nigdy się nie pojawił. Rodzice po kilku dniach otrzymali list z gdańskiego gestapo, który informował o jego zatrzymaniu i tymczasowym przekazaniu do obozu koncentracyjnego w Stutthofie koło Gdańska. Po kilku miesiącach do rodziców Leona zaczęły docierać listy. Zadurski pisał w nich m.in. o pozostającej mu nadziei, że będzie mógł wkrótce zostać prawdziwym Polakiem i niedługo będzie w domu. Ta chwila miała już nadchodzić...


Kryjówka w stodole. Do wolności było tak blisko...

Leon Zadurski pod koniec stycznia 1945 roku znalazł się w jednej z kolumn, które opuściły obóz Stutthofie. 31 stycznia 1945 roku kolumna dotarła do Niestępowa. Zarządzono postój. Właśnie wtedy młody Leon Zadurski wraz z dwoma kolegami ukryli się w pobliskiej stodole. Gdy kolumna ruszyła dalej – oni zostali. Ktoś poinformował o tym fakcie esesmanów i jeden z nich odnalazł całą trójkę i zapędził z powrotem do kolumny. Leon Zadurski był bardzo słaby, a kiedy przechodzili przez tory kolejowe w Niestępowie, przewrócił się.

Esesman wyjął wtedy pistolet i strzelił Zadurskiemu w głowę, po czym szedł dalej z pozostałymi. Leon Zadurski leżał w śniegu i jęczał z bólu. Ktoś powiadomił esesmana, że on jeszcze żyje. Niemiec wrócił i ponownie strzelił mu w głowę.

Leon zmarł, leżąc w śniegu na nasypie kolejowym w Niestępowie.


W okolicy tego miejsca doszło do śmierci Leona Zadurskiego.
Przejazd kolejowy w Niestępowie.


Naocznym świadkiem tego zdarzenia był mieszkaniec Niestępowa Józef Hoppe, który dokładnie opowiedział o tym wspomnianemu już Stanisławowi Zielińskiemu, autorowi publikacji zamieszczonej w Dzienniku Bałtyckim z dnia 26 lipca 1967 roku.


Leon Zadurski po śmierci został przewieziony z Niestępowa do swojego domu w Dzierżążnie.
Foto: Prezentacja multimedialna pt.:
„Leon Zadurski-harcerz, więzień obozu koncentracyjnego Stutthof, bohater”
autor: Joanna Lewandowska


Pamięć wciąż trwa i nie została zapomniana...



Leon Zadurski został zabity 31 stycznia 1945 roku w Niestępowie, mając zaledwie 22 lata. Pochowany został w indywidualnym grobie na cmentarzu w Żukowie.





Przez wieś Niestępowo przechodziły wszystkie maszerujące kolumny więźniów. Na całej trasie codziennie dochodziło do wielu śmierci, która następowała w wyniku choroby, wycieńczenia, mrozu, głodu czy morderstwa, którego dopuszczali się niemieccy esesmani. Większa część zmarłych złożona została do wspólnych mogił, które najczęściej przygotowano na terenach cmentarzy, które znajdowały się na trasie prowadzenia kolumn. Więźniowie, którzy zmarli w Niestępowie zostali pochowani 28 stycznia i 11 lutego 1945 roku w masowym grobie, który znajduje się na terenie cmentarza parafialnego. Księgi parafialne zarejestrowały informacje o 36 osobach. Nie wszystkie są znane z imienia i nazwiska. W Żukowie znajduje się mogiła, gdzie znajdują się ciała 60 więźniów.


Mogiła więźniów na cmentarzu w Niestępowie.


W Żukowie od 1980 roku istnieje i działa do dziś 2 Drużyna Harcerska im. Leona Zadurskiego, która należy do Związku Harcerstwa Polskiego. Do jednostki należą dzieci z klas 4-6. Aktywność drużyny śledzić można na Facebooku. 

Zbierając dokumenty i pracując nad całym tekstem, udało mi się dotrzeć do Joanny Lewandowskiej byłej drużynowej. Podczas długiej rozmowy udało mi się z niej wyodrębnić niezwykłą treść. Informacje te nie były wcześniej publikowane. 

[...] Drużyna harcerska im. dh Leona Zadurskiego powstała w 11 grudnia 1980 roku i od tego czasu opiekuje się grobem swojego bohatera. Kiedyś w trakcie porządkowania grobu dh Leona do harcerzy podszedł, straszy pan, mieszkaniec Żukowa oraz strażak. Opowiedział im niezwykłą historię bezpośrednio związaną ze śmiercią ich bohatera i napisem na płycie nagrobnej. Harcerze dowiedzieli się, że rodzice mieszkańca prowadzili na obrzeżach Żukowa karczmę, w której nocowali i stołowali się gestapowcy, którzy prowadzili więźniów z obozu w Marszu Śmierci. Rodzice mężczyzny przyjaźnili się z rodzicami Leona Zadurskiego, którzy również prowadzili karczmę, ale w Dzierzążnie. Gdy rodzice Leona dowiedzieli się, że więźniowie będą zatrzymywali się w Żukowie, skontaktowali się ze swoimi przyjaciółmi i „załatwili” z Niemcami uwolnienie syna z marszu.

Gdy wczesnym rankiem na apelu gestapowcy wyczytali numer obozowy Leona 25577, okazało się, że takiego więźnia nie ma w szeregu. Po krótkiej dyskusji wśród gestapowców wyszło na jaw, że poszukiwany więzień został dzień wcześniej zastrzelony na torach w Niestępowie. Rodzice Leona dostali wtedy „tylko” zgodę, aby zabrać ciało syna do domu.

„I zaszło mu słońce, choć dzień był tak bliski…” – zginął w pobliżu domu rodzinnego. Został zastrzelony, a przecież najbliżsi już „kupili” mu wolność.

(Phm Joanna Lewandowska — drużynowa od 1990 do 2021 roku)


Leon Zadurski przed pochówkiem.



Pierwsza warta harcerzy przy grobie Leona Zadurskiego. Na zdjęciu widać jak wyglądał grób przed kradzieżą łańcuchów w 2007 roku.

11 grudnia 1980 roku, młodszy brat Zadurskiego przekazał drużynie harcerskiej niezwykłą pamiątkę – pierścień z obozowym numerem Leona, który wykonany został z obozowego chleba. 

Pierścień z numerem obozowym, wykonany z chleba
Foto: Prezentacja multimedialna Joanny Lewandowskiej.


W Dzierżążnie istnieje ulica, która otrzymała imię Leona Zadurskiego na cześć bohatera naszej opowieści. W Niestępowie znajduje się Szkoła Podstawowa im. Więźniów Obozu Stutthof.


Leon Zadurski do dziś jako bohater pozostaje w pamięci wielu osób.

1 komentarz:

  1. Teraz inaczej będzie się przez tory przejeżdżało, już w głowie będzie ta myśl, może nawet nie raz w tym miejscu stałem.

    OdpowiedzUsuń