Związek
2005
rok
To był poniedziałek.
Zwykły, pierwszy dzień kolejnego tygodnia. Oboje wstali do pracy o
ósmej rano. Lekkie śniadanie i trochę chłodnego wzroku, potem
szybki pocałunek w policzek, i wyjście do pracy. On do samochodu,
ona do samochodu. Każdy ma swój cel, każdy swoje kroki liczy.
Każdy zerka na swe dłonie i twarz. Jak wyglądam? Jak się ma moje
spojrzenie? I tak leci dzień za dniem.
- Powiedzieć mu? – pomyślała - Nie to zbyt wcześnie – doszła do wniosku.
Kasia miała 30 lat. Zielone oczy,
krótkie jasne, proste włosy. Każdego dnia rano skrupulatnie dbała
o swoje paznokcie ubiór i makijaż. Była typową materialistką,
żądna władzy i zasobów, korzyści. Starała się aby każdy jej
ruch przynosił jakiś profit.
- Miłej pracy Kasiu, pamiętaj wieczorem wspólna kolacja – krzyknął na pożegnanie Adam.
- Tak, pamiętam. To na razie. Kocham Cię! – dodała.
Kasia była konsultantem w jednej
ze znanych firm teleinformatycznych w Gdańsku. Pracowała tam 6 lat,
zaczęła zaraz po ślubie. Miała bardzo piękny głos, taki
kobiecy, ciepły i spokojny. To właśnie był warunek przyjęcia do
pracy. Kreatywność i humor poplątany ze stanowczością. Natomiast
Adam był bankowcem. Pracował w jednym ze znanych banków w Gdyni.
Był bardzo elegancki, zadbany i uprzejmy. Mieli wspólne marzenia,
sprawy i też wspólne sekrety.
- Kasiu telefon do ciebie – krzyknęła koleżanka.
- Kto to ? – spytała.
- To Marek – usłyszała.
- Dobra, odbiorę u siebie.
- Już odkładam.
- Ok – skwitowała.
- Mówiłam Ci abyś nie dzwonił do pracy! – dodała oburzona.
- No wiem, przepraszam, ale chciałem potwierdzić nasze spotkanie. Mówiłaś, że nie wiesz co będziesz robić wieczorem, więc postanowiłem zadzwonić.
- Nie no jest ok, nic się nie stało, ale nie rób tego więcej bo ktoś się czegoś domyśli – rozumiesz?
- Przepraszam, ale chciałem wiedzieć – odparł Marek.
- Dobra, będę o 20 :00 tam gdzie umawialiśmy się ok?
- Ok, dziękuję, Kocham Cię!
- Ja Ciebie również, pa - muszę kończyć.
- Do zobaczenia!
Kasia odłożyła
słuchawkę i lekko przeczesała włosy.
- On chyba zwariował – nie miał dzwonić, tyle razy mu mówiłam – rozmyślała.
Trochę się zmieszała,
ale szybko powróciła do normalności. Normalna rozmowa, normalne
gesty. To była zdrada doskonała. Kasia od 10 lat jest w małżeństwie
z Adamem, a od 3 miesięcy namiętnie i skrupulatnie go zdradza. Nie
było nigdy pozorów, czegoś podejrzanego ani szczególnego w jej
pracy i życiu. Codziennie spotykała się z mężem i prawie
codziennie z kochankiem. Czasami wieczorem w łóżku w objęciach
męża myślała o Marku tłumacząc się, że myśli o jutrzejszym
dniu pracy.
- Cholera , przecież mam kolacje z Adamem dziś wieczorem – pomyślała – Musze coś wymyślić, zobaczyć się z Markiem......a jak się domyśli? Nie, nic nie podejrzewa, przecież jestem dla niego dobra. Układa się. Powiem, że muszę nadrobić w pracy.
***
- Dzień dobry Panie prezesie – huknął Adam.
- Witam Panie Adamie, jak dzionek? – spytał prezes banku, w którym pracował.
- No.... Jesteśmy w pracy, już od poniedziałku no nie? – z uśmiechem dodał Adam.
- He, no tak i do pracy panowie! – dodał pokazując palcami na wszystkich w pobliżu.
Pan Andrzej, to równy i spokojny
facet, zawsze zdecydowany, zrównoważony. Ma 45 lat, szatyn o
francuskiej urodzie. Wszystkie biurka są tak poustawiane, aby każdy
siebie widział z twarzy, ale również i tak aby nikt z kolegów nie
spoglądał na monitor. Ciekawy styl mebli. Niewiele metalu z
delikatnym jasnym drzewem, krzesła typowe dla Ikei, poza tym
wszystkie biurkowe dodatki u każdego takie same. Ołówki bankowe,
kubki bankowe, kalendarzyki, długopisy, wszystko z logiem banku.
- Od czego ja mam zacząć? – myślał Adam drapiąc się po głowie - ale najpierw kawa – szybko dodał sam do siebie. Woda szybko się zagotowała.
Adam był szczególnym
człowiekiem, zawsze wszystko robił dokładnie i nie odkładał
pracy na później. Każdego dnia wychodził z pracy zadowolony z
siebie, że zrobił właśnie tyle, a nie mniej. Było to dla niego
bardzo ważne. Jego działka to nadzór nad przelewami.
- Ale tu tego leży. Marcin! – krzyknął do kolegi.
- Co? – zapytał – Kto mi tu tyle tego położył? Przecież nie mogę zrobić tyle opisów? – dodał Adam wstając z krzesła.
- No dobra, to posortuj i odłóż na bok, Magda to zrobi później.
- No właśnie. Ona nigdy nie ma zbyt wiele pracy.
Minęło kilka godzin ciężkiej
roboty. Adam wypił kilka kaw, spisał mnóstwo opinii i założył
rękę na rękę.
- A mówią że bankowcy mają życie! – totalna bzdura – pomyślał.
Nagle do biura wchodzi szef.
- Adam słuchaj... Wiem, że to dużo, ale naprawdę musisz zrobić na jutro te opinie, czyli jeszcze dziś je skończyć – twardym wzrokiem spojrzał na niego prezes.
- Ale... panie Andrzeju naprawdę dziś nie mogę i tak dużo zrobiłem. Tu ich jest chyba ze 100. Jestem umówiony z żoną na kolacje wieczorem, ostatnio rzadko się widujemy i naprawdę muszę być – obiecałem. Adam spojrzał błagającym wzrokiem.
- Posłuchaj... Nie interesuje mnie to jakie masz plany na wieczór, a wiem tylko tyle, że to muszę mieć na rano w punkcie na dole. Rób co chcesz, ale nie przeginaj.
- Rozumiem.
Cholera, wiedziałem, że tak
będzie, może zadzwonię do Kasi i przełożymy tą kolacje –
Nie, nie mogę przecież odmówić, muszę być. Przyjdę rano i
zrobię opinie, będzie je miał –
- Ok. Na rano wszystko będzie gotowe – próbował ratować sytuacje.
- Rób co chcesz – prezes obrócił się na pięcie i odszedł.
Zbliżała
się 19:00 Adam spieszył się jak tylko mógł, przekładał
papiery, starał się zrobić jak najwięcej, ale też nie chciał
spóźnić się na kolacje.
- Dobra, wystarczy, spadam już – mówił sam do siebie.
Założył płaszcz i
wyszedł z banku. Wsiadł do samochodu i nie włączając radia
śpieszył na spotkanie. Zawsze spotykali się w tym samym miejscu.
Malutka restauracja, bardzo przytulna i spokojna, wyśmienite
jedzenie.
Adam usiadł do stolika i
odetchnął z ulgą, spojrzał na zegarek, dochodziła 19:30
- Udało się. Nie spóźniłem się, już myślałem, że nie zdążę – rozmyślał.
Nagle dzwoni telefon.
- Część Kochanie... Wiesz,
przykro mi ale naprawdę nie zdążę przyjść. Miałam właśnie
wychodzić, a tu Krzysztof mówi, że muszę zostać dłużej i
odrobić te niedogodziny. Próbowałam mówić, że odrobię jutro;
bądź innego dnia, ale nie zgodził się. – tłumaczyła Kasia.
Mówiła szybko bez zająknięcia, jakby trenowała przed lustrem.
Szybko, spokojnie i stanowczo, to był jej atut.
- Ale ja tu już jestem. Ja też miałem zostać dłużej, ale coś wymyśliłem, starałem się, naprawdę nie dasz rady? Wymyśl coś, proszę – spadło to na niego jak grom z jasnego nieba. Tego nie przewidział, zrobiło mu się przykro. Poczuł smutek, gniew, wewnątrz gdzieś głęboko. Był zły, ale i spokojny. Pojawiły się wszystkie możliwe uczucia. Ścisnął pięść i zwiesił głowę nad stolikiem masując czoło.
- O której wrócisz? – zapytał.
- Nie wiem o której skończę. Mam być jakieś trzy godziny. Myślę, że będę około 23:00 Kotku naprawdę mi przykro, przepraszam. – mówiła ściszonym głosem.
- No trudno. Będę czekał w domu. Pa.
Wyłączył telefon i schował do
kieszeni. Był wściekły, wstał i pośpiesznie wyszedł.
***
- Cześć. Słuchaj już jadę, poczekaj jeszcze chwilkę, zaraz będę – wykręciła numer do Marka myśląc, że nie poczeka w umówionym miejscu.
Co ja robię? Czego mi brakuje?
Sama nie wiem – myślała. Może szczęścia, zrozumienia? Myśli
wypełniały jej umysł. Prowadziła samochód, mrocznymi i mętnymi
ulicami. Zastanawiała się czy to miłość, czy to tylko przyjaźń
wiąże ją z Markiem ,przecież to już 3 miesiące. Około 20-ej
znalazła się pod „ Żurawiem „ w Gdańsku, było ciemno. Szybko
otworzyła drzwi samochodu, wysiadła i podbiegła do drzwi
wejściowych restauracji.
- Hej.
- No nareszcie. Myślałem, że już nie przyjdziesz – Marek wstał.
- Nie no jestem. Trochę się spóźniłam, ale jestem. Zbliżyła się i pocałowała go w policzek, delikatnie dotykając jego prawej ręki. – mówiłam, że będę więc...
- Czego się napijesz?
- Kawy, bardzo chętnie, bo naprawdę jestem zdenerwowana i zmęczona – dodała.
- Zdenerwowana? Czym? – spytał Marek, przewracając delikatnie kartki menu.
- Adam dzwonił, przed samym moim wyjściem i chyba się wkurzył.
- Ale co, był w domu czy w pracy?
- No ... był w naszej ulubionej knajpce i czekał na mnie ale umówiłam się z Tobą - co ja wygaduje? – pomyślała.
- Wybrałaś mnie?
- Tak wiele razy Ci odmawiałam więc tym razem nie mogłam.
Marek był wysokim przystojnym
facetem. Brunet o dziwnym kolorze oczu, może niebieski może odcień
zielonego? Włosy zadbane, krótko strzyżone, zawsze ogolony, gładka
cera, lekkie baczki. Był instruktorem sztuk walki. Dobrze zbudowany,
umięśniony, ale bez przesady i zarazem delikatny w dotyku. Pracował
na AWF-ie w Gdańsku.
- Przecież mogłaś powiedzieć, że nie możesz, zrozumiałbym. Wiele razy tak było.
- No tak ale naprawdę chciałam tu być z Tobą.
- Miła jesteś, dziękuje. – dodał Marek, delikatnie dotykając Jej dłoni.
Rozmawiali tak do 22:00. Spędzili
ze sobą długie, trzy godziny.
- Musze już iść – mruknęła Kasia.
- Rozumiem, idź.
- Tylko nie dzwoń jutro – dodała.
- Wiem... będę pamiętał.
Kasia wstała zasuwając krzesło,
po czym Marek wstając chwycił jej rękę i odprowadził do drzwi.
- Dziękuje za miły wieczór
– dodał.
- Ja również, pa.
W domu była rzeczywiście około
23:00-ej Weszła do mieszkania, myśląc że Adam jeszcze nie śpi.
Wszędzie było ciemno. Włączyła światła i bezszelestnie weszła
do kuchni. Zrobiła sobie kawę, usiadła przy stole i myślała.
- Wróciłaś wreszcie! – nagle jakby znikąd wszedł Adam. Na sobie miał szlafrok i długopis w ręku.
- No tak mówiłam, że będę o tej godzinie, co robisz? Piszesz coś? – spytała zdezorientowana.
- Tak, opinie na jutro. Chciałem zdążyć na spotkanie z Tobą i zostawiłem to wszystko ale nic z tego nic nie wyszło.
- Przepraszam Cię, naprawdę musiałam zostać, wierzysz mi? – popatrzyła mu prosto w oczy i wstrzymała oddech.
- A dlaczego miałbym Ci nie wierzyć? Kocham Cię - objął ją delikatnie, całując w sam środek ust.
Kasia, stała jak wryta, nie
ruszała się nazbyt, wiedział że jakieś 30 minut temu te usta
całował ktoś inny, nagle zrobiło się jej przykro. Poczuła w
sobie żal i złość. Dlaczego tak się dzieje? Pomyślała.
Przecież On mnie kocha!
- Idziesz spać?
- Tak. Tylko wezmę prysznic.
- Poczekam w sypialni – dodał Adam.
***
Kolejne dni były
podobne, Kasia urywała się z pracy, szukała pretekstu do wyjścia
na miasto, starała się kombinować jak tylko umiała. Nikt niczego
nie zauważał, nie domyślał się. Kasia z Markiem kontaktowali się
telefonicznie dzwoniąc jako klienci.
Pewnego dnia, chyba był
to wtorek, Kasia od samego rana źle się czuła, bolała ją głowa
i miała paskudny humor. Jak co dzień o godz 9:00 przyszła do
pracy. Zrobiła sobie kawę, usiadła przy swoim komputerze. Była
tak skołowana, że zapomniała posłodzić. Musiałaby się wrócić
tam gdzie zrobiła sobie kawę, ale tego nie zrobiła. Spojrzała na
swe biurko. Jej spojrzenie przykuła wielka szara koperta. Była
cienka, bez żadnych napisów, zaklejona. Kasia poczuła w sobie żar,
serce zaczęło łomotać, pot wystąpił na czole. Odstawiła kubek
kawy.
- Cześć Kasiu – niespodziewanie krzyknął kolega z pracy.
- Hej – dodała oschle, chowając kopertę pod inne papiery leżące na biurku.
- Co taka mina? Zaspana jeszcze?
- Nie... zrobiłam sobie kawę i tak się zamyśliłam.
Usiadła na fotel i
jeszcze raz wzięła kopertę do ręki. Trzymała mocno, zastanawiała
się co to może być . Było dla niej to o tyle dziwne, że nigdy
ani razu czegoś takiego nie było na jej biurku. Dodatkowo jeszcze
ten szary kolor, przyprawiał ją o dreszcze. Odważyła się ją
otworzyć. Robiła to bardzo powoli. Byłą tak zdenerwowana że nie
mogła jej utrzymać. Włożyła dłoń do środka i poczuła coś
podobnego do zdjęć. Chwyciła je i wyjęła. Nie były kolorowe,
były szare, dużego formatu. Kasia zamarła z przerażenia, spuściła
wzrok. Nie mogła uwierzyć w to co ujrzały jej oczy. Jej życie
nagle zawróciło, nagle zmieniło swój kierunek, pędząc z wielką
prędkością w nieznane. Zdjęć było około dziesięciu. Trzymała
je mocno i głęboko patrzyła w ich szarość. Na każdym była z
Markiem. Razem wchodzili do restauracji, spacerowali po molo
trzymając się za ręce, obejmując się na ulicy i jadąc
samochodem.
- Nie wierzę! – rzuciła je w kąt biurka, rozsypały się po nim nieregularnie. Kasia patrzyła na nie z daleka. To niemożliwe! Kto to zrobił? Kto nas widział? Jak to się stało przecież nikt nie wie - myślała zagryzając wargi. Rozglądała się na boki czy aby ktoś jej nie obserwuje - wszyscy pracowali.
- Co to ma znaczyć do cholery i co ja mam teraz zrobić? Nagle przez umysł przeleciało jej tysiące pomysłów, może zadzwonię do Adama, sprawdzę co u Niego czy coś wie? Może wezmę dziś wolne z pracy i przemyśle wszystko w domu? albo zadzwonię do Marka i zapytam go co robić?
Kasia nagle zerwała się z
fotela. Wykręca numer do Marka i po chwili nagle rozłącza się –
Nie, może jestem na podsłuchu? – Boże to bzdura, przecież to
niemożliwe! Co ja wygaduje!? Co się dzieje? Odłożyła
słuchawkę. Wyjęła z torebki swą komórkę i spoglądając na
wyświetlacz telefonu widzi, że ma jedną wiadomość. W Kasi
ponownie się zakotłowało. Patrzyła przerażona próbując szybko
ją odczytać. „ Kocham Cię „ Taki był sms. Był od Adama.
- Naprawdę zaraz zwariuje. – pomyślała.
Postanowiła, że nie będzie
reagować na te zdjęcia. Włożyła je szybko i niezauważalnie do
koperty a dalej do szuflady w biurku.
– Muszę odczekać, zobaczę co
się będzie działo. Tak postanowiła.
***
- Już w domu? Szybciej niż zawsze – zauważył Adam. Była 18:00 i na palcach można było policzyć dni, w których Kasia była w domu tak wcześnie.
- Tak. Miałam luźniejszy dzień w pracy. Rzuciła torebkę pod wieszak w przedpokoju i szybkim krokiem udała się do kuchni, posyłając po drodze chłodne spojrzenie.
- Musze zrobić sobie kawę - źle się czuje.
- Coś nie tak – spytał, stojąc pomiędzy kuchnią, a pokojem opierając się o ścianę.
- Nie, jest dobrze, tylko boli mnie głowa i jakoś jestem zmęczona – Była dziś jakaś poczta?
- Tak, była. Czekasz na coś?
Znieruchomiała, trzymając
czajnik nad zlewem dolewając wody. Delikatnie poprawiła sobie
grzywkę. Spojrzała na Adam i lekko się uśmiechnęła.
- Tak tylko pytam, ponieważ pomyślałam o rachunku telefonicznym. Nie wiedziała co szybko odpowiedzieć. Zmieszała się trochę, ale chyba tego nie zauważył.
- Przyszła tylko jakaś szara, duża koperta – obojętnie dodał Adam.
- Tak? Koperta?
Nagle zdrętwiały jej nogi, a
oczy zaczęły się szklić, czuła rumieńce na twarzy, a serce tak
kołatało, że nie mogła wydobyć głosu. Czuła na sobie pot, taki
który wystąpił nagle, lekkie luźne ubranie zaczęło być bardzo
ciężkie. Nie wiedziała co zrobić, co powiedzieć, nigdy nie
znalazła się w takiej drętwej sytuacji. Zawsze znalazła jakąś
odpowiedz, ale teraz naprawdę nie wiedziała jak zareagować.
Załamał się głos, oczy patrzą w ten sam punkt, ręce drżą a
nogi ciężkie jak kloce.
- Otwierałeś?
- Nie, przecież każdy sam otwiera swoja pocztę, kiedyś to ustalaliśmy, prawda?
- No tak, masz racje, gdzie ta koperta?
- Położyłem Ci ja na biurku u góry w pokoju.
Teraz jak szybko pójdę
do góry, to będzie dziwnie wyglądało – pomyślała – Powiem,
że przeczytam później.
- Przeczytam później, jak pójdę na górę. Co u Ciebie? – szybko starała się zmienić temat.
- Wiesz.... wysłałem Ci sms-a – oznajmił. Zmieniając przy tym pozycje stojąca na siedzącą. Chwycił za krzesło i usiadł naprzeciwko Kasi.
- Tak wiem, dostałam, bardzo Ci dziękuję, jesteś taki kochany – chwyciła go za rękę, przeplatając swe palce między jego. Spuściła wzrok, zarazem mocniej ściskając dłoń Adama.
- Coś nie tak? – spytał.
- Nie, po prostu bardzo cię kocham, naprawdę.
Mimo wszystko Kasia
bardzo kochała Adama, ich uczucie było wielkie, nie na pokaz. Razem
byli szczęśliwi. Niczego im nie brakowało. Rzadko się widywali,
ale gdy już byli razem nie tracili czasu. Jak tylko mogli jeździli
poza miasto na pikniki, do kina, dzieci nie mieli. Kasia zawsze
bardzo chciała, natomiast Adam twierdził, że mają jeszcze czas.
Byli na wielu wycieczkach. Ten kto ich znał, zawsze twierdził, że
są dobraną parą. Tylko Ona wiedziała, że coś jest nie tak.
Odkąd pojawił się Marek, jej życie stopniowo ulegało degradacji.
To był jakiś stopień zauroczenia. Marek dawał Jej coś czego nikt
inny nie mógł jej dać. Był jak koleżanka, kimś w rodzaju
przewodnika. On natomiast był w niej zakochany, dodatkowo zauroczony
urodą Kasi. Robił jej nieoczekiwane prezenty. Spotykali się w
wyjątkowych miejscach, rozmawiali o wszystkim bez granic, o seksie,
o miłości, pracy. Skłonni byli do plotek, nie mieli w niczym
ograniczeń.
- Wiem o tym, idź... weź prysznic potem odpocznij.
- Masz rację. Już idę – zostawiła niedopitą kawę i poszła na górę Cały czas myślała o kopercie. Weszła do pokoju. Na biurku leżała taka sama jak w pracy szara, wielka koperta. Dodatkowo akurat ta była zaadresowana właśnie na nią i tylko to uratowało ją od zdemaskowania przez Adama. Odetchnęła i otworzyła ją. W środku było 10 tych samych zdjęć, tego samego formatu też czarno-białe. Dodatkowo pomiędzy nimi była mała karteczka. Nie była wycięta tylko wyrwana prosto z zeszytu, tak jakby koś się śpieszył pisząc. Pismo było typowo męskie. Kasia wykluczyła obiekcje co do jakiejkolwiek kobiety. Musiał być to facet. Na kartce był napis „ MOŻE JUŻ WYSTARCZY? „ Krótki ale bardzo wymowny. Po prostu koś wiedział o jej związku z Markiem, poza tym były tam zdjęcia z początku ich znajomości. Kasia byłą w szoku W jej domu takie zdjęcia! – pomyślała.Poszła do łazienki gdzie wszystkie je porwała na drobne kawałki i wrzuciła do toalety. Spuściła wiele wody, tak aby nic nie zostało. Zostawiła sobie tylko karteczkę i włożyła do portfela.
- Późno już. Idziesz spać? – wszedł do pokoju Adam.
- Tak zaraz przyjdę, idziesz do sypialni?
- Tak, poczytam gazetę. Poczekam na Ciebie.
- Będę za chwilkę – dodała przechodząc koło Adama kierując się w stronę łazienki.
Wzięła szybki prysznic, uczesała
włosy, posprzątała po sobie i wyszła.
***
Wchodząc
do pokoju zauważyła, że Adam zamiast leżeć w łóżku i czytać
gazetę siedział na
nim.
Nie było przygaszonych świateł ani odkrytej na jej miejscu jak
zawsze kołdry. Siedział na skraju łoża z złożonymi dłońmi i
opuszczoną głową. Przy jego prawej nodze stała jego walizka.
- Dlaczego się nie położyłeś? – spytała Kasia. Czuła, że zaraz się coś wydarzy, coś pęknie. Była tak rozbita i zdenerwowana, że mimo woli podeszłą do okna i stanęła tyłem do Adama. Po prawej i lewej stronie sypialnianego łóżka stały dwa małe stoliczki z lampką nocną. Na jego stoliku leżała ta sama koperta, którą przed chwilka spłukała w toalecie. Wiedziała, że nadszedł kres... co teraz będzie – pomyślała.
- Do mnie przyszła taka sama poczta co do Ciebie, Kasiu, ta sama koperta. – Adam wstał. Był przygotowany, na nogach nawet miał buty. Jeszcze nigdy w sypialni w nich się nie pojawił – Wiesz... myślałem, że może Ci przejdzie, zmądrzejesz, a Ty drążyłaś dalej i głębiej. Myślałem, że to się skończy, chwilowe odbicie, zauroczenie, ale zaczęłaś to robić moim kosztem. Umawiałaś się ze mną i nie przychodziłaś, wołałaś Jego. Nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego, że już od samego początku wiedziałem o waszych spotkaniach. Tylko Marek jest na tyle głupi i nieodpowiedzialny, że prawie wszyscy w jego pracy wiedzą o Tobie, no i przy okazji ja się dowiedziałem. Widziałem Cię na wielu spotkaniach z Nim. Robiłem z ukrycia zdjęcia, obserwowałem Twoje zachowanie w domu, po pracy - zmieniłaś się. Kasiu już nie potrafię tego wszystkiego znieść, wiesz dlaczego tak długo czekałem? - bo Cię Kocham! i miałem nadzieje.
Kasia
stała twarzą do okna, było jej zimno, objęła się rękami. Jej
oczy zaczęły się szklić i już po chwili po policzkach spływały
łzy, naprawdę szczere. Wiedziała, że kocha Adama, ale wiedziała
też, że nikt by tego nie wytrzymał. Doszła do wniosku, że dobrze
się bawiła w związku z Markiem. Chwile relaksu, spotkania i
wspólne wieczory. Nie było tam uczucia nic z serca, a jednak... to
wszystko zabiło jej małżeństwo. Stała nieruchomo, patrząc w
jeden punkt.
- Nie wiem co powiedzieć – łkała przez łzy – wiem co myślisz, ale tak nie jest do końca. Kocham Cię, ale nie wiem co mi się stało, że tak się zachowałam.
Obróciła
się w jego stronę. Płakała, włosy miała roztrzepane i
zarumienione policzki.
- Przepraszam Cię i proszę wybacz.
Adam
miał kamienną twarz. Był zdecydowany w tym co mówi i nie miał
łez na swej twarzy, ale wielki żal w oczach.
- Nie wybaczę. Za długo już, to nie ma sensu. Po tych wszystkich kłamstwach, urojeniach, szybkich wymówkach, nie byłbym już w stanie ci zaufać, przykro mi... odchodzę.
- Co? ale... ja jestem w ciąży, nie powiedziałam Ci.
- Nie powiedziałaś? Może po prostu nie byłaś wstanie się zatrzymać zwolnić i może nie myślałaś o tym aby mi to powiedzieć – to i tak nie ma sensu, ponieważ nie ma pewności, że dziecko jest moje. Wiem, że kochałaś się z Markiem i naprawdę... niech Bóg mi wybaczy ale dzieckiem mnie nie zatrzymasz przy sobie. Nigdy nie potrudziłem się o inną kobietę, a również mogłem mieć ich wiele, byłem wierny choć wiedziałem już wtedy, że zdradzasz mnie. Tego nie da się już dłużej ciągnąć ani wytrzymać. Myślałem od dawna nad tą decyzją i podjąłem ją w kawiarni, jak nie przyszłaś na spotkanie. Doszedłem do wniosku, że to nie ma sensu, bardzo mnie to wtedy zabolało.
- Proszę! – nie odchodź – proszę. Kasia podeszła bliżej chwytając go za dłoń. Płakała
- Przepraszam. Wychodzę.
Adam
wziął swoją teczkę i niczego więcej nie zabierając wyszedł.
Przy samych drzwiach dodał tylko.
- Wszystko Ci zostawiam, niczego nie będę żądał. Wiem, że jesteś materialistką nie dałabyś za wygrane. Poradzę sobie
- Adam... proszę!!! – krzyknęła ze schodów – Ale już go nie było, zniknął w drzwiach zamykając je mocno za sobą.
Stała
na schodach, boso w piżamie. Płakała tak mocno, że łzy opadały
na drewniane schody. Zakryła twarz dłońmi i siadła na pierwszej z
nich. – Co ja zrobiłam? Boże jaką jestem egoistką! Zniszczyłam
wszystko. Długo rozmyślała nad tym wszystkim. Drżała z bólu?
czy z zimna? sama nie wiedziała. Jej usta były sine, a palce
chłodne. W głowie miała natłok myśli, wspomnienia dobrych chwil
i wspólnych dni.
***
Wróciła
do sypialni, minęło jakieś 40 minut. Kasia była tak zapłakana,
że aż bolały jej oczy. Uklękła koło łóżka i zaczęła się
modlić.
„Panie
Boże wiem, że zrobiłam źle, ukarzesz mnie za to. Całe moje
małżeństwo przeplatane było kłamstwem, oszukiwaniem drugiej
osoby, zdaje siebie sprawę z tego wszystkiego. Proszę spójrz na
mnie. Przepraszam Cię Boże za wszystko co złe w moim życiu”.
Myślała
o czymś. Chciała ukarać samą siebie. Chciała skończyć tą zła
drogę. Tracąc męża, straciła wszystko. Nie mogła się z tym
pogodzić. Poszła do kuchni i z apteczki wzięła dwa opakowania
środków nasennych i paczkę paracetamolu. Wlała duży kubek zimnej
wody i poszła do sypialni. Usiadła na łóżko połykając najpierw
5 tabletek i popijając przy tym dużo wody. Przemyślała wszystko
jeszcze raz, może nie? – pomyślała – ale zaraz po chwili
zaczęła jeść kolejne tabletki. Minęło ok. 8 minut a wszystkie
opakowania były puste. Położyła się do łóżka. Do ręki
zabrała tą mała karteczkę z napisem „ MOŻE JUŻ WYSTARCZY? „
Obok siebie położyła kopertę ze zdjęciami. Leżała tak jakieś
20 minut, a w kąciku oczu pojawiła się jedna wielka łza. Leżała
bez ruchu.
- Panie Boże przepraszam – pomyślała. Przed jej oczyma stanęło jej całe życie. Uśmiechnęła się i wspominała szkolne lata. Znajomych, dyskoteki, wycieczki z Adamem. Dziecko, z którym była w ciąży było rzeczywiście Adama. Kasia nigdy nie uprawiała seksu z Markiem, to była tylko przygoda, za którą właśnie teraz płaci życiem. Po ok. 40 dalszych minutach, poczuła jakiś pisk u głowie, nagle zrobiło się mocno ciepło, zaczęła drżeć. Serce tak waliło, jakby miało zaraz wyskoczyć. Płakała teraz tak mocno, że łkanie mieszało się z jękiem . Poczuła mocny ucisk w klatce piersiowej, że zawyła z bólu. Chwyciła się za brzuch i dopiero teraz doszła do wniosku, że uśmierca siebie i swe własne dziecko. Spojrzała wysoko. Czuła jak zasypia, robiła to z pełną świadomością wiedziała też, że się już nie obudzi. Oczy zachodziły mgłą nic już nie czuła, żadnego bólu i kołatania serca, jakby wszystko ustało, tylko oczy były tak ciężkie, że powoli zasypiały razem z nią.
Zasnęła...
Powoli jeszcze ruszała ręką, przez chwilkę. Druga trzymała
karteczkę, a obok koperta. Kasia była śliczna, piękne włosy,
oczy, piękne usta, i gładka cera. Zrobiło się bardzo cicho,
paliło się światło w korytarzu i w pokoju nocna lampka. Jeszcze
oddychała. Nieregularnie, na przemian szybko i wolno, głęboko i
płytko. Nagle nastąpiła duża przerwa w oddechu i .... nastąpił
jej koniec. Zadrżała powieka, a z ściśniętych palców, które
nagle się rozluźniły, wypadła karteczka. Opadała długo
wachlując w powietrzu, kołysała się i opadła na podłogę. Kasia
odeszła pozostawiając rozbite i uśmiercone życie, które
pozostanie w pamięci tych którzy ją znali i widzieli ten związek.
Od
autora : Pięknie jest kochać ale piękniej jest być kochanym.
Panie Tomaszu, czy Związek jest oparty na faktach?
OdpowiedzUsuńInteresujące, ale dlaczego tak tragicznie się skończyło? Puenta trafna i budująca.
Puenta trafna:)
OdpowiedzUsuńPanie Tomaszu czy jest to na faktach,?!,